IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zetiri Lucipheri

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Zetiri
Administrator
avatar

Liczba postów : 25
Data przyłączenia : 27/03/2013

Moja Postać
Rasa: Demon
Wiek postaci: 1865lat
Ranga:

PisanieTemat: Zetiri Lucipheri   Czw Lip 25, 2013 12:31 pm

Imię: Nasza demonica nie lubi zdradzać innym swojego imienia, gdyż - jak twierdzi - "ludzie mają  irytujący sposób zapamiętywania tego, co im jest niepotrzebne". Woli  pozostać anonimową osobą. Tak więc, jeśli znasz jej godność musisz być kimś specjalnym. Taaak, czuj się Wybranym. Brawo. Jeśli jednak demonica uzna Cię za godną zaufania osobę, przedstawi Ci się swoim prawdziwym imieniem. Zetiri. Oryginalnie, prawda? Wystarczająco, aby utkwiło w pamięci niepożądanych osób.

Nazwisko: Równie oryginalnie, przecież to oryginalna osóbka! Lucipheri.

Wiek: Lata płyną niepostrzeżenie, przez palce przecieka czas...  Sekundy, minuty, godziny... Kto by zliczył? A na co komu wiek? To tylko  puste liczby, nie odzwierciedlające prawdziwego charakteru czy też upodobań. Ile ma naprawdę demonica? Odpowiedź jest prosta - kobiet o wiek się nie pyta! Nasz "aniołek" zawsze zachowywał się doroślej niż inni. Nieważne, czy miała osiem, dwanaście czy szesnaście – nie śmieszyły jej dziecinne żarty czy też zachowanie rówieśników. Jednakże nie odstawała od nich…  Powracając do głównego tematu - skoro jednak musisz wiedzieć... Inni uważają, że dziewiętnaście, a sama demonica ani nie zaprzecza, ani nie potwierdza, chociaż osoby, które znają ją od dzieciństwa z chęcią uchyliliby rąbka tajemnicy: tysiąc osiemset sześćdziesiąt pięć.

Rasa: Demon

Charakter: Bardzo trudno opisać charakter tej osobniczki. To uparta osóbka o wrednym spojrzeniu i ironicznym uśmieszku. Przynajmniej tak się większości zdaje. Faktycznie jest uparta, zawsze chce postawić na swoim. Można ją także uznać za wredotę, lecz co się dziwić, skoro tylko ją denerwujesz? Mimo wszystko, swoje uczucia i emocje trzyma pod maską obojętności. Pomimo kąśliwych i często niegrzecznych uwag z jej strony, mało kto może ją wyprowadzić z równowagi. Nie lubi się kłócić. Nienawidzi zbędnego zdzierania sobie gardła, dlatego też, nawet, gdy dochodzi do sprzeczki, wypowiada się spokojnym głosem. Taki już jej urok... Odpowiada krótko, a celnie. Mało kto potrafi zmusić ją do dłuższej rozmowy, choć pewnie było by to w jakiś sposób możliwe. Wystarczy spróbować. To nie jest takie trudne. Wystarczy spróbować znaleźć z nią wspólny język. Wystarczy znaleźć wspólny temat. Zainteresowanie. Hobby. Cokolwiek.
To egoistyczna dziewoja, można by rzec, że w pierwszej kolejności myśli tylko i wyłącznie o samej sobie. Trafne stwierdzenie, choć w gruncie rzeczy troszczy się również i o swoich najbliższych. Cóż... O ile ich ma. Przy każdej okazji musi postawić na swoim. Przegrana jest jej obca. Zawsze otrzymuje to, czego chce, kiedy chce i jak chce.... Do życia podchodzi z lekkością, a raczej stara się tak na nie patrzeć. Jest niezwykle inteligentna. Ma klasę i posiada tą iskrę uroku, za którą szaleje nie jedna osoba. Dąży do perfekcji. Potrafi uczyć się na własnych błędach, jak i ludzi z jego otoczenia. Bywa obojętna, a nawet oziębła, kiedy zbytnio nie potrafi wplątać się w interesującą rozmowę.
Potrafi w jednej chwili udawać miłą po to, aby następnie zrobić komuś z tyłka jesień średniowiecza. Cóż... Kobieta zmienną jest~. Od pewnego czasu Zet coraz częściej sięga po różne używki. Po prostu nie wyobraża sobie rozpoczęcia dnia bez papierosa, a potem porządnego kopa, jaki daje jej kawa. Jest to dla niej tak samo ważne jak dla niektórych oddychanie czy jedzenie. Niekiedy też pije alkohol. Różne piwa, wina, drinki... Koneser napojów procentowych. Mimo wszystko nie można zaliczyć jej do tych "najgorszych" i tych, którzy upadli na samo dno. Wciąż posiada w sobie to "coś".

Wygląd: Słyszysz kroki. Po chwili w polu widzenia pojawia się smukła kobieta. Czarne jak noc włosy opadają w nieładzie na bladą twarz, na której widnieją zielone niczym szmaragdy oczy, wpatrujące się w Ciebie przenikliwie. Również ciemna, idealnie komponująca się z długimi włosami, zwiewna sukienka sięgająca wyżej kolan i gorset opinają jej ciało. Z jednej strony jest rozcięta tak, że odsłania udo. Na stopach ma wysokie aż po kolana sznurowane buty. A... No i jeszcze zgrabny tyłek i długie nogi, przyciągające uwagę mężczyzn. Cóż... Biust chyba też można do tego  doliczyć. Prawda? Posiada tez czarne skrzydła, ułatwiające przemieszczanie się z miejsca na miejsce.

Historia:
Smukłe palce przez ułamek sekundy gładziły pióra lotki, którą zakończona była strzała. Błękitne oczy, osadzone na lekko opalonej twarzy, lustrowały cel. Jasne włosy, sięgające nieco wyżej łopatek, powiewały lekko, niczym proporzec. Małe usta wygięły się w uśmiechu, a następnie lekko otwarły. Drobna dziewczyna wzięła głęboki oddech, po czym szybko uniosła łuk do góry. Prawa dłoń wystrzeliła zza głowy, kończąc "oględziny" broni. Strzała, trzymana między palcem wskazującym a środkowym, z wprawą została umieszczona na swoim miejscu. Jedno, ostatnie, spojrzenie na cel i śmiercionośny pocisk pędził już w wyznaczonym kierunku. Cała scenka trwała może około trzech sekund, nie więcej.
Lewa ręka zwisała luźno wzdłuż tułowia, mięśnie pozostały rozluźnione. Dziewczyna uważnie obserwowała wypuszczoną przez siebie strzałę. Bystre oczy zarejestrowały lekkie kołysanie się grotu, a potem całkowite zboczenie z wyznaczonego kursu. Strzała wbiła się w ziemię, kilka metrów od celu - tarczy wymalowanej niebieską i czerwoną farbą. Niebeskooka gniewnie przeczesała włosy prawą dłonią. Uśmiech zniknął, niczym starty gąbką.
- Ethan...? - zawołała. - Czy ty to widziałeś? - dało się wyczuć wyrzut w głosie dziewczyny.
- Biedna... To musi być cios w ego tak potężnej łuczniczki jak Zet! - zachichotał chłopak, jak dotąd siedzący gdzieś obok na trawie. Demonica podeszła do niego, siadając obok. Brunet wyciągnął bukłak z wodą, chcąc się napić, lecz jasnowłosa była szybsza. W mgnieniu oka odebrała mu napój, po czym uniosła pojemnik do ust, upijając łyk.
- Hmm... Wiatr dziś wyjątkowo mocno wieje. Na dodatek tylko niecałe dziesięć metrów od tarcz, już w miejscu, gdzie stałam, nie było go. Magia - podsumowała.
- Wymiar Chaosu jest pełen takich cudów, siostra. Wiele osób tutaj zna się na magii - chłopak nie był z nią w jakikolwiek sposób spokrewniony, mimo wszystko często zwracali się do siebie jako "brat" czy też "siostra". Nie należeli nawet do jednej rasy. Ona była demonem, on - yukaninem. Podczas swej ponad siedemset letniej bytności wśród tej rasy, zdążyła odgrywać różnego rodzaju role: od zagubionego wędrowca, przez barda, aż po szpiega czy też płatnego mordercę. Zdobyła tam cenne doświadczenie, szlifując swe umiejętności do perfekcji. - Może chwila odpoczynku dobrze ci zrobi - zasugerował, natychmiast poważniejąc. A przynajmniej udając, że przejmuje się zaistniałą sytuacją. Kąciki jego ust drżały niebezpiecznie; Zetiri wiedziała, że wkrótce zacznie uśmiechać się szeroko, zadowolony ze swojego czynu.
- Szczególnie, jeśli ciebie nie będzie w pobliżu - odparła. Zaraz jednak dodała, z udawanym żalem: - Zobaczysz, wykończysz mnie na starość.

~*~

Srebrna klinga zatoczyła łuk. Zaraz jednak dało się słyszeć odgłos zderzenia dwóch ostrzy. Dwoje walczących rozdzieliło się. Jasnowłosa wirowała w piruecie. Na polu walki była niczym tancerka na scenie; to był jej żywioł. Poruszyła się z gracją, okrążając przeciwnika. Przystanęła na ułamek sekundy - Ethan znał ją bardzo dobrze, z łatwością mógł przewidzieć jej następne posunięcie. W końcu wiele godzin wspólnych treningów uczyniło swoje. Jak mogli nie wiedzieć? Każde z nich potrafiło "wyczuć się" nawzajem. Znali każdy swój słaby punkt. Wiedzieli, jaką strunę poruszyć, aby wywołać taką czy inną reakcję. Można powiedzieć, że znali swojego towarzysza tak dobrze, jak siebie. O ile nie lepiej.
Po dwóch porażkach demonica nie chciała powtórki z rozrywki. Nienawidziła przegrywać. Każdą rzecz  musiała mieć dopracowaną do perfekcji. Nic nie mogło stać pomiędzy nią a skucesem. Konsekwentnie dążyła do wyznaczonego celu, eliminując kolejne przeszkody. Popatrzyła na lekko dyszącego już Ethana. Cóż... Po dwóch godzinach machania mieczami chyba każdy może mieć dosyć. Jedyne, co różniło tę dwójkę to to, że chłopak wolał postawić na siłę, a dziewczyna - na zręczność. Fakt faktem - w starciu z rosłym mężczyzną Zetiri nie miałaby szans, gdyby chodziło tylko o ten pierwszy czynnik. Półtoraręczne ostrze świsnęło w powietrzu, zataczając młynki. W pewnym momencie dłoń dzierżąca klingę zamarła, jak gdyby w oczekiwaniu na coś. Błękitne oczy demonicy błyszczały; wręcz emanowały radością, jaką dawał jej wspólny trening. Uśmiechała się lekko.
Ethan ruszył naprzód, unosząc miecz wysoko nad głowę. Zetiri sparowała cios; siła uderzenia sprawiła, że odskoczyła do tyłu. Prawa ręka pulsowała bólem, który powoli wędrował aż do ramienia.
Głupia - zbeształa się w myślach. Mogła odskoczyć. Mogła wykorzystać odsłonięte przez chłopaka miejsca, aby szybko zakończyć ten pojedynek. Tymczasem ona stała - jakby w oczekiwaniu na zbawienie. Zamrugała kilkakrotnie, po czym zaatakowała płaskim cięciem w pierś, w ostatniej chwili przesuwając niego nadgarstek, przez co klinga, gdyby mogła, rozpłatałaby głowę yukanina. Chłopak zrobił krok do tyłu. Miecz demonicy z wściekłym świstem przeciął powietrze. Cóż... Ten pojedynek nie zapowiadał sie zbyt ciekawie.
- Jesteś zbyt przewidywalna - rzucił yukanin, po czym kilkoma sprawnymi ruchami miecza rozbroił demonicę. Chwilę później leżeli obok siebie na trawie. - Ale i tak nieźle sobie radzisz. W prawdziwym starciu twój przeciwnik nie miałby szans.
- Dzięki - mruknęła. Siedzieli jeszcze chwilę, rozkoszując się ciszą, aż w końcu demonica podniosła się i  rzuciła zachrypniętym głosem:
- Stań do walki.
Ethan tylko uśmiechnął się w odpowiedzi.

~*~

Dookoła czuć było smród potu, krwi i przede wszystkim - śmierci. Czuć ją było w każdym miejscu. Otaczała walczących jak i poległych, zupełnie jak gdyby Kostucha mówiła: "nie odejdziecie stąd żywi". Nieuchronnie zbliżający się koniec. Ale nie dla niej. Ona walczyła. Stos trupów zaścielał uliczkę; z dwóch stron opierał się o ściany budynków. Martwe ciała ciągle powiększały stertę; ludzie padali pod celnymi ciosami. Krew z odciętych kończyn, podciętych gardeł i rozpłatanych piersi plamiła wszystko dookoła. Między chaosem szalała ona - wysoka i smukła, z mieczem w dłoni, kołczanem i łukiem zawieszonymi na plecach, oraz ze sztyletem za pasem - ona, Zetiri. Obrót, unik, seria ciosów. Kolejny przeciwnik, z prawie rozrąbanym barkiem, upadł na brukowaną uliczkę. Powoli liczba wrogów malała; wsparcie jakoś nie dochodziło. Demonica popędziła naprzód; ku dalszej części miasta.

Ludzkie ciało ma nieskończenie wiele możliwości. Człowiek poddany odpowiedniemu treningowi może stanowić niebezpieczną broń. Maszynę do zabijania. Siła, zręczność, kondycja, inteligencja, spryt... Te wszystkie czynniki połączone ze sobą, mogą dać niezłe rezultaty. Równie łatwo można zabić. Oczywiście z odpowiednią wiedzą. Nie jest tu mowa o strzale lub ciosie w serce, czy ten rozpłatanym gardle. Są zbyt... Przewidywalne. No bo ileż razy można podejmować próbę przeszycia serca mieczem? Oczywiście w tych wszystkich książkach taka śmierć była ukoronowaniem większości walk. To takie... Szlachetne. Romantyczne...?
Zetiri wyszła zza rogu ze sztyletem w ręce. Do starcia z zaskoczenia miecz nie był przydatny, według demonicy. Bystrym wzrokiem zlokalizowała zarys sylwetki mężczyzny. Już jakiś czas temu musiał zgubić napierśnik, podczas jednej z potyczek z Yukanami. Przygryzła wargę, wychodząc z ukrycia. Wbiła ostrze w miejsce, gdzie znajdowały się nerki. Przeciwnik upadł ba ziemię. Szybka i cicha śmierć. Wyszarpnęła sztylet, ocierając zbroczone ciemną posoką ostrze w materiał koszuli tamtego.

Wyprostowana postać stała na środku czegoś, co jeszcze jakiś czas temu stanowiło rynek. Majestatycznie, niczym królowa, spoglądała na postać stojącą gdzieś dalej.
- Chodź tu, suko - wrzasnął, wyraźnie pijany, mężczyzna. Nie sprawiał wrażenia, że należy do którejś ze stron. Wyglądał na jakiegoś szarego mieszkańca miasta, który podjęty nagłym duchem męskości stawał do walki, uzbrojony w prowizoryczną broń.
Wiadomo, alkohol dodaje odwagi - przemknęło Zetiri przez myśl. Demonica stała niewzruszenie, jak gdyby obelga w ogóle do niej nie trafiła.
- Chodź tu i walcz - powtórzył zachrypniętym głosem. Dobył miecza, ugiął lekko nogi, po czyn stanął w oczekiwaniu na atak.
Nie powinno zająć zbyt wiele czasu - stwierdziła. Miecz bezgłośnie wysunął się z pochwy; ręka dzierżąca ostrze zamarła, opuszczona w dół. Demonica stała w niemalże pokojowej postawie. Brakowało jej jeszcze białej flagi, a można ją było posądzić, że poddaje się. Wtedy mężczyzna mógłby wygrać swoją pierwszą walkę. W dodatku walkowerem. Miałby co opowiadać wnukom. O ile by dożył...
Prawie trzydzieści metrów - oceniała dystans. Jej przeciwnik zbliżał się szybko. Zbyt szybko. Gdy dzieliło ich zaledwie trzy metry, zrobiła unik. Nadal jednak stała spokojnie. Oddychała miarowo. Mężczyzna zatrzymał się, był trochę zdezorientowany. Zrobił krok do przodu; chcąc zmylić przeciwniczkę, wyprowadził krótką flintę, kierując czubek miecza w głowę demonicy, w ostatnim momencie przekręcając miecz w stronę biodra. Jasnowłosa odtrąciła miecz z łatwością, niczym natrętną muchę. Mężczyzna ciął ponownie - tym razem w okolicach brzucha. Dziewczyna przywarła do jego pleców; razem zrobili piruet, po to, aby ułamek sekundy później demonica powróciła do swojej poprzedniej postawy. Przeciwnik osunął się na ziemię, przyciskając ręce do dziury ziejącej z rozciętej klatki piersiowej. Porzucony oręż leżał gdzieś zapomniany, podczas gdy jego właściciel wydawał ostatnie tchnienie, wyrażając swe niezadowolenie bogom, krzycząc.

Chwilę później na rynku zmaterializowała się jakaś postać. Jej biały strój kontrastował z ciemną masą ludzi, wlewającą się ze wszystkich stron. Mężczyzna o czarnych jak noc włosach podszedł do jasnowłosej.
- Zetiri Lucipheri... Demonica stojąca po stronie yukanów. Jakież to ciekawe - powiedział. - Jaka szkoda, że to już koniec.
Mężczyzna zamachnął się mieczem, zadając szybkie cięcie. Zetiri na próżno zrobiła unik, na próżno zasłoniła się swoją klingą.
Nastała ciemność.
Obudziła się później, leżąc na zimnych skałach. Jednak dane jej było żyć. Nie wiedzieć czemu, bogowie lub jakaś inna nadprzyrodzona siła ulitowała się nad nią. Jedyną konsekwencją tego, że walczyła po "niewłaściwej" stronie było odebranie jej dotychczasowych umiejętności. Magii.
Wstała chwiejnie, przeobrażając się po drodze w czarnowłosą piękność o szmaragdowych oczach. Ruszyła przed siebie, nie zastanawiając się nad drogą.

Zdolności:

  • Umysł
  • Pirokineza



Ekwipunek: Sztylet


Ostatnio zmieniony przez Zetiri dnia Wto Lut 25, 2014 5:46 pm, w całości zmieniany 15 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tano
Administrator
avatar

Liczba postów : 151
Data przyłączenia : 12/01/2013

Moja Postać
Rasa: Yukanin
Wiek postaci: 17lat
Ranga:

PisanieTemat: Re: Zetiri Lucipheri   Pią Lip 26, 2013 5:01 pm

Nie mam nic przeciwko, kolejna istota ze strasznym charakterem Very Happy
Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Zetiri Lucipheri
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Regulamin :: Księga Postaci-
Skocz do: